wtorek, 28 stycznia 2014

Teatrikon - 4. urodziny

Dziś Fundacja Teatrikon obchodzi 4 urodziny. Ja swoją przygodę z Teatrikonem zaczęłam jeszcze wcześniej, w 1 klasie liceum - wtedy to była nieformalna grupa zajmująca się organizowaniem międzyszkolnego przeglądu teatralnego Zwierciadła (to już 7 lat, jak ten czas szybko leci). Od tamtego czasu zyskaliśmy status prawny, zrealizowaliśmy wiele projektów, zyskaliśmy siedzibę. Dla mnie najważniejsi są jednak ludzie - od jednego spotkania w październiku 2007 roku teatrikon kojarzy mi się przede wszystkim z przyjaciółmi. Jeździmy razem po Polsce, wspólnie imprezujemy, organizujemy taśmy produkcyjne do robienia kanapek, wymyślamy piosenki, świętujemy razem urodziny, chodzimy na koncerty, pracujemy przy projektach, uczymy się jak pisać wnioski grantowe czy działać w grupie, ale przede wszystkim się wspieramy. Wiem, że mogę na nich liczyć - a to jest dla mnie najcenniejsze. Dziękuję Wam wszystkim za to i do zobaczenia na urodzinach! :)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Autograf Jude'a Law

Kolejne uzupełnienie mojej kolekcji - autograf Jude'a Law zdobyłam kilka la temu. Wysłałam list i zdjęcia na adres teatru, w którym wtedy występował (niestety nie mam zapisanych dat).

sobota, 25 stycznia 2014

Happy Birthday to me!

Większość z nas ma konto na facebooku. Wrzucamy tam zdjęcia, utwory z yt, śmieszne obrazki, czasami używamy też fb do kontaktu ze znajomymi. Ja polecam wszystkim eksperyment pt "data moich urodzin będzie niewidoczna", wtedy najłatwiej zorientować się, kto pamięta o Waszym małym święcie. Ja bardzo, bardzo, bardzo dziękuję Wszystkim, którzy pamiętali - dziękuję za cudowne życzenia, za pamięć, za wszystko.
W ramach urodzin sprezentowałam sobie bilet na koncert Florence and the Machine (Orange Warsaw Festiwal 2014), udałam się do kina na Sierpień w hrabstwie Orange, najadłam się pysznych rzeczy, a teraz wnoszę toast za innych jubilatów z 25 stycznia. Nasze zdrowie!

środa, 22 stycznia 2014

O filmach, aktorach i chemii, czyli 15 duetów idealnych

Czasami oglądając film dochodzimy do wniosku, że para głównych bohaterów świetnie do siebie pasuje. Wbrew pozorom to nie jest takie częste odkrycie, ogromny wpływ na nasze postrzeganie postaci mają aktorzy, którzy się w nie wcielają oraz tzw chemia. To drugie nie zdarza się tak łatwo, dlatego kiedy publiczność pokocha jakiś duet, jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że już niedługo zobaczymy go ponownie razem na ekranie. Dziś wpis o takich idealnych, filmowych duetach. :)

Zacznę od jednego z moich ulubionych filmowych duetów, czyli George Clooney i inni. Trzeba przyznać, że George lubi grać z aktorami, z którymi już wcześniej spotkał się na planie. z Tildą Swinton zagrał w Michaelu Claytonie, a następnie w Tajne przez poufne. Z Mattem Damonem zagrał w trylogii Ocean's..., a także w Syrianie czy Niebezpiecznym umyśle. I oczywiście nie może tu zabraknąć Brada Pitta. Najwyraźniej zgrana ekipa to klucz do sukcesu.

Kolejna para to Anne Hathaway i Jake Gyllenhaal. Ta dwójka spotkała się w 2005 roku na planie Tajemnicy Brokeback Mountain, gdzie zagrali niezbyt szczęśliwe małżeństwo. Pięć lat później zagrali w filmie Miłość i inne nieszczęścia. Lubię patrzeć na nich na ekranie, widać, że dobrze się dogadują i lubią się. Spytani, czy zagraliby ponownie razem, odpowiadają, że chętnie, więc pozostaje nam tylko czekać.

Następna dwójka to Emma Stone i Ryan Gosling. W 2011 roku wystąpili w filmie Kocha, lubi, szanuje i w łączące ich na ekranie uczucie uwierzyli widzowie na całym świecie. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że już 2 lata później mogliśmy ich ponownie oglądać razem - w filmie Gangster squad. Pogromcy mafii. Obydwoje wypowiadają się o sobie w samych superlatywach, widać między nimi to iskrzenie, dlatego mam przeczucie, że możemy mieć jeszcze okazję zobaczyć ich znowu razem w jednym filmie.

Na tej liście nie mogło zabraknąć Heleny Bohnam Carter i Johnna Deppa. Tych dwoje połączył Tim Burton - jak się okazało, to był strzał w dziesiątkę. Do tej pory zagrali razem w 5 filmach (Charlie i fabryka czekolady, Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street, Alicja w krainie czarów, Mroczne cienie i w wyreżyserowanym przez Gore'a Verbinskiego Jeźdźcu znikąd), a oprócz tego podłożyli głos nietypowej parze w filmie Gnijąca panna młoda. Nie mogę się doczekać ich kolejnego, wspólnego projektu!

Następna na liście dwójka to Jennifer Lawrence i Bradley Cooper. Zagrali razem do tej pory w trzech filmach: w Poradniku pozytywnego myślenia, American Hustle (oba w reżyserii Davida O. Russella) oraz w Serenie Christophera Kyle'a. W czym tkwi sukces? To dwoje utalentowanych aktorów, którzy świetnie razem wyglądają i czuć między nimi "to coś". Jestem pewna, że zobaczymy ich jeszcze razem - w końcu taka mieszanka nie może się zmarnować!

Następna dwójka to nazwiska świetnie znane wszystkim kinomanom, czyli Katharine Hepburn i Spencer Tracy. Zagrali razem w 9 filmach, m. in. w Żebrze Adama czy Zgadnij, kto przyjedzie na obiad. Byli ze sobą również prywatnie (przez 27 lat - mimo, że Tracy był w tym czasie żonaty), ale to dzięki swoim rolom byli znani i uwielbiani na całym świecie.

Kolejna para to dwoje przyjaciół znanych z zagrania w jednym z największych melodramatów w historii kina, czyli Kate Winslet i Leonardo DiCaprio. Połączył ich oczywiście Titanic (matko, jak ja nie lubię tego filmu!), gdzie zagrali parę kochanków rozdzielonych przez katastrofę. Dziewięć lat później ponownie spotkali się na planie filmowym Drogi do szczęścia Sama Mendesa. Tym razem zagrali nieszczęśliwe małżeństwo walczące z prozą życia - w tej wersji zdecydowanie bardziej mi się spodobali. Prywatnie bliscy przyjaciele otwarcie deklarują, że jeśli tylko znajdą odpowiedni scenariusz, to chętnie znowu razem wystąpią, nam pozostaje tylko czekać.

Czas na jeden z moich ulubionych duetów, czyli Meryl Streep i Stanley Tucci. Zagrali razem w Diabeł ubiera się u Prady, a następnie w Julie i Julia. Bardzo lubię oba te filmy i bardzo lubię tę dwójkę razem. Stanley zapowiedział, że wyreżyseruje film Mommy & Me, w którym jedną z głównych ról ma zagrać Meryl - jestem ogromnie ciekawa, jaki efekt przyniesie ta współpraca!

Następni w kolejce są Sandra Bullock Keanu Reeves. Po raz pierwszy spotkali się na planie filmu Speed. Niebezpieczna prędkość w 1994 roku i dopiero dwanaście lat później zdecydowali się zagrać znowu razem. Postawili na film Dom nad jeziorem, który niestety nie okazał się wielkim hitem (w przeciwieństwie do Speed, który zrobił z nich gwiazdy). 

Nie mogłam nie wspomnieć o dwóch przyjaciołach z Bostonu - czas na Matta Damona i Bena Afflecka. Razem zdobyli w 1998 roku Oscara w kategorii najlepszy scenariusz oryginalny za film Buntownik z wyboru, wystąpili wspólnie w 5 filmach i planują kolejne produkcje. 

Czas na duet prosto z Anglii, czyli Emmę Thompson i Alana Rickman. Młodsi widzowie kojarzą ich przede wszystkim z serii o Harrym Potterze, ale ta dwójka wystąpiła razem jeszcze w pięciu innych filmach, m. in. Rozważnej i romantycznej czy To właśnie miłość. Bardzo bym chciała obejrzeć ich w jeszcze jakiejś nowej produkcji, tak utalentowane osoby powinny grać ze sobą częściej!

Następni są ulubieńcy Ameryki - Meg Ryan i Tom Hanks. Najpierw był Joe kontra wulkan, potem Bezsenność w Seattle i w końcu Masz wiadomość. Dobrze razem wyglądają i dobrze grają (tutaj bardziej on niż ona), całkiem miła z nich para.

Ten duet należy do moich ulubionych, mam oczywiście na myśli Jennifer Connelly i Russella Crowe'a. Pierwszy ich wspólny film to Piękny umysł Rona Howarda, za który obydwoje zostali docenieni przez Akademię Filmową (Jennifer otrzymała Oscara, Russell nominację). Po długiej przerwie wracają razem na ekran - w tym roku będziemy mogli zobaczyć ich w filmie Noe. Wybrany przez Boga Darrena Aronofsky'ego, gdzie wcielą się w role Noego i jego małżonki Naameh, a także w Zimowej opowieści Akiva Goldsmana. Nie mogę się już doczekać! 

Julia Roberts i Clive Owen - ta dwójka spotkała się na jednym planie dwukrotnie. Najpierw w 2004 roku zagrali w filmie Mike'a Nicholsa Bliżej, a pięć lat później w komedii o parze szpiegów, Gra dla dwojga. Zupełnie różne postacie, za każdym razem świetna dynamika. Po cichu liczę, że będziemy mieć jeszcze szansę obejrzenia ich w jednym filmie.

Na sam koniec jeden z najsłynniejszych duetów w historii kina, czyli Elizabeth Taylor i Richard Burton. Nie będę pisać o ich burzliwym życiu prywatnym, chcę się skupić na sferze zawodowej, a jest na czym. Taylor i Burton mają na koncie trzynaście wspólnych filmów. Do najbardziej znanych należy Kleopatra i Kto się boi Virginni Woolf. Kiedy pojawiają się na ekranie, nie można oderwać od nich wzroku. Niezwykle utalentowani, fascynujący aktorzy - absolutnie wspaniały duet.

To już koniec - zapewne wiele duetów pominęłam, ale patrząc, jak wiele filmów powstało, to raczej normalne. Mam do Was pytanie: który z duetów Wy lubicie najbardziej? A może Wasza ulubiona dwójka dopiero raz wystąpiła razem, a chcielibyście ponownie zobaczyć ich wspólnie na ekranie? :)

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Jak poradzić sobie z "blue monday", czyli 10 sposobów na najbardziej depresyjny dzień roku

Zgodnie z wyliczeniami brytyjskiego psychologa, dr Cliffa Arnalla, dziś jest najbardziej depresyjny dzień w roku. Tak, naukowcy zajmują się również badaniem takich istotnych rzeczy. Nie chcę teraz pisać, czy się z nim zgadzam (aktualnie mam parszywy nastrój, a blue monday to świetna wymówka), ale postanowiłam zrobić krótką listę rzeczy, które mnie poprawiają humor (sprawdzalność wynosi około 90%). Czas start!

Na sam początek coś słodkiego - jak wiadomo, czekolada podnosi poziom endorfin, a endorfiny sprawiają, że czujemy się szczęśliwsi. Ten trick działa nawet po ataku dementorów, zadziała jeszcze lepiej dzisiaj. 

Oprócz czekolady pomaga mi zawsze ulubiony film. Najważniejsze, żeby to nie był żaden dramat (w końcu chcemy sobie nastrój poprawić, a nie jeszcze go pogorszyć). Każdy z nas ma listę kilku tytułów, które wywołują uśmiech na twarzy - ja najczęściej wybieram Bruneta wieczorową porą, Sherlocka Holmesa (Robert Downey Jr dobry na wszystko!), Misia albo Prosto w serce. 

Moim kolejnym sposobem są Pzyjaciele. Czasami nie mam 1,5 godziny wolnego czasu, żeby obejrzeć film, wtedy decyduję się na jeden odcinek mojego ulubionego serialu. Owszem, bardzo często z jednego odcinka robi się kilka, ale obejrzenie choćby jednego od razu poprawia mi nastrój. Chociaż znam wszystkie na pamięć, za każdym razem śmieje się tak samo. Efekt? Natychmiastowy! :)

Jeśli nie mam dużo czasu, a pod ręką nie mam żadnego odcinka Przyjaciół, to często decyduję się obejrzeć fragmenty programu The Ellen DeGeneres Show. Tutaj czasami, podobnie jak w przypadku serialu, zaczynam oglądanie z zamiarem zobaczenia jednego filmiku, a kończy się na wielu więcej, ale nic nie mogę poradzić - Ellen jest fantastyczna! Każda jej rozmowa z gościem jest wyjątkowa, a większość powoduje u mnie wybuchy śmiechu. 

Jeśli mam trochę więcej czasu, to czasami udaję się na zakupy - nowa torebka albo para butów świetnie poprawiają nastrój. Owszem, dzikie tłumy w sklepie czy gigantyczna kolejka do przymierzalni potrafią być niezwykle irytujące, ale przeceniony sweter czy piękna sukienka to wynagradzają.

Kiedy mam zły nastrój, lubię wybrać się też do kina (wtedy zazwyczaj idę tam sama). Oczywiście przy wyborze repertuaru staram się unikać filmów, które mogą mnie jeszcze bardziej zdołować, ale zazwyczaj decyduje się na seans, który zaczyna się najszybciej. Wygodny fotel, duży ekran i od razu czuje się dużo lepiej.

Nie tylko czekolada podnosi nam poziom endorfin - dzieje się tak również po wysiłku fizycznym, dlatego uwielbiam chodzić na basen (nie tylko wtedy, kiedy mam kiepski nastrój). 45 minut pływania i złe samopoczucie odpuszcza (chociaż moja mina na zdjęciu poniżej może sugerować coś innego - po prostu nie lubię suszyć włosów! :p)

Nie mogę zapomnieć o muzyce! Przyznaję się, niekiedy zdarza mi się popełnić błąd polegający na słuchanie smutnych piosenek, co tylko pogarsza sytuację, ale kilka energetycznych kawałków i wracają mi siły. A jak jestem w domu, to wystarczy wesoła piosenka i po chwili mam ochotę potańczyć. Ostatnio nastrajam się pozytywnie kawałkiem Pharella Williamsa.

No i najlepszy moim zdaniem sposób to Przyjaciele. Najprawdziwsi. To oni wiedzą najlepiej, jak nam poprawić nastrój, jak pocieszyć, wesprzeć. Czasami wystarczy SMS czy rozmowa, czasami spotkanie. Ja mam ogromne szczęście, bo mam najwspanialszych przyjaciół na świecie. Dziękuję Wam bardzo, bardzo, bardzo za wszystko i kocham Was! :)

To moje sposoby na chandrę - a jakie są Wasze? :)

czwartek, 16 stycznia 2014

Raz, dwa, trzy, nominacji nie masz Ty!

Dzisiaj pani prezydent Akademii Filmowej razem z Chrisem Hemsworthem ogłosili nominacje do Oscarów. Nie było większych zaskoczeń (od dawna można sporo przewidzieć), ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że na liście nazwisk w kategorii "najlepszy aktor drugoplanowany" zobaczę Jonah Hilla (za rolę w filmie Wilk z Wall Street). Nie tylko ja jestem zaskoczona - większość osób dziwi brak Daniela Bruhla (Nikki Lauda w Wyścigu). Nie widziałam jeszcze filmów (niestety), więc moja opinia pochodzi z recenzji i wypowiedzi, ale zgodność jest zaskakująca - nie to jest jednak tematem dzisiejszego wpisu. Druga nominacja Hilla (pierwszą otrzymał za rolę w Moneyball) jest zaskakująca w perspektywie, że wielu wybitnych aktorów ma na swoim koncie zaledwie jedną albo nawet żadnej. O kim mowa?
Gary Oldman - tak, ten pan został przez Akademię zauważony tylko jeden raz! W 2012 roku miał szansę na Oscara za główną rolę męską w filmie Szpieg, ale przegrał z Jeanem Dujardinem (Artysta). Oldman zagrał mnóstwo świetnych ról, m. in. w Leonie zawodowcu, niestety, Oscara jeszcze nie wygrał (serio, on się tak zmienia w każdym filmie, że nikt go po prostu nie rozpoznaje. Innego wyjścia nie ma).

Kolejny jest Michael Fassbender. Co prawda dziś usłyszeliśmy jego nazwisko (kategoria ta sama, co w przypadku Hilla), ale to jego pierwsza nominacja. Zadziwiające, że nie otrzymał jednej za rolę we Wstydzie, ale w sumie nie powinno to nikogo dziwić - za dużo nagości, jak na pruderyjne Stany. Najważniejsze, że teraz nadrobili ten błąd i Michael jest w tegorocznym wyścigu.

Aktorem bez żadnej nominacji na koncie jest Ewan McGregor. Ten rudzielec ze Szkocji gra w filmach od ponad 20 lat, wystąpił m. in. w Trainspotting czy Moulin Rouge, a Akademia i tak go nie zauważa. Szkoda, bo to naprawdę dobry aktor jest.

Zostając jeszcze w Anglii - w tym spisie nie może zabraknąć (niestety) Jamesa McAvoya. To jeden z moich ulubionych aktorów, który zachwycił mnie rolą w Pokucie i w Ostatnim królu Szkocji - dwie świetne role, zauważone na festiwalach, niedostrzeżone przez Akademię. Brak nominacji to jakiś błąd w systemie, na pewno.

Nie tylko brytyjscy aktorzy są niezauważani przez Akademię - najlepszym przykładem jest Kevin Bacon. Zagrał w wielu filmach, ma na swoim koncie kilka nagród, m. in. Złotego Globa, ale nominacji się jeszcze nie doczekał. 

Na dziś koniec - poza wymienioną przeze mnie piątką jest jeszcze wielu aktorów w takiej sytuacji, np Steve Buscemi (zero nominacji) czy Bill Murray (1 nominacja), dlatego pora kończyć ten wpis. Listę wszystkich nominowanych w tym roku znajdziecie tutaj, a kto wygra, dowiemy się już 2 marca. Ja się nie mogę doczekać! :)