Od wczorajszego poranka jestem w drodze. Nasz cel to miejscowość Dorio niedaleko jeziora Como. Po drodze mamy dwa noclegi: wczoraj spaliśmy w Wiedniu, dziś nocujemy w Brescii. Jutro będziemy na miejscu, ale żeby uprzyjemnić sobie podróż, postanowiliśmy zajechać na małe zakupy. I tak: pod Wiedniem znowu odwiedziłam Primark, a dziś polowałam na słodycze w Austrii (lody Milki!) i dobra wszelakie już we Włoszech. Przyznaję, w sklepie Lindta troszkę straciłam głowę - ale tam było tyle przepysznych rzeczy! A te ich lody, mistrzostwo! Jak zawsze we Włoszech skusiłam się na pistacjowe i orzechowe - były po prostu obłędne! Polecam każdemu! Niedługo pochwalę się, co smacznego kupiłam, na razie zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z naszej podróży, a tymczasem idę spać - jutro kierunek Dorio, a po drodze kwalifikacje F1!
Dziś recenzja spektaklu, który miałam przyjemność zobaczyć wczoraj w Teatrze Kwadrat - zapraszam serdecznie na "Ślub doskonały"!
Hotel. W łóżku leży bardzo skacowany mężczyzna. Powinien już wstać, bo za 2 godziny ma się odbyć jego ślub. Nagle okazuje się, że oprócz niego w łóżku jest jeszcze naga nieznajoma kobieta. To jednak nie koniec - w hotelu ma się zaraz pojawić przyszła małżonka, żeby w spokoju przygotować się do ślubu...
Jak łatwo się domyślić, to dopiero początek problemów Billa (Paweł Małaszyński). Musi pozbyć się nowej nieznajomej (Marta Żmuda Trzebiatowska), zanim jego narzeczona Rita (Katarzyna Glinka) zorientuje się, co się stało. O pomoc prosi swojego przyjaciela i drużbę, Toma (Andrzej Nejman). "Ślub doskonały" to farsa w najlepszym wydaniu, dlatego oczywiście nic nie idzie zgodnie z planem. Rita przyjeżdża za szybko, kochanka jeszcze nie opuściła apartamentu dla nowożeńców, a do spisku zostaje wciagnięta pokojówka (Magda Lamparska). Tempo nie zwalnia ani na minutę, a kolejne sytuacje, w których znajdują się bohaterowie, są coraz bardziej absurdalne i zabawne. Byłam neutralnie nastawiona do spektaklu (wiadomo, lepiej się miło rozczarować), ale okazało się, że zupełnie bezpodstawnie. Bawiłam się świetnie! Lubię dobre komedie, a ta była wyśmienita! Farsa jest wymagającym gatunkiem, aktorzy dali sobie jednak bardzo dobrze radę. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie Katarzyna Glinka jako Rita - do tej pory kojarzyłam ją głównie z seriali, na deskach teatru okazało się, że naprawdę potrafi grać, a nie tylko ładnie wyglądać (ale to problem większości aktorek występujących w serialach, one zazwyczaj nie mają czego grać, wymaga się od nich tylko ładnego prezentowania, ale to już zupełnie inny temat). Ewa Kasprzyk jako Daphne, matka Rity i Andrzej Grabarczyk w roli właściciela hotelu udowodnili, że są świetnymi aktorami komediowymi. Podobnie jak Andrzej Nejman i Magda Lamparska - do tej pory kojarzyłam ich głównie z telewizji, ale po raz kolejny czekała mnie bardzo miła niespodzianka. Nie mogę zapomnieć o parze głównych bohaterów - Billu i Judy. Zarówno Paweł Małaszyński, jak i Marta Żmuda Trzebiatowska kupili mnie w 100%. Byli przezabawni, czuć było między nimi fajną chemię. Muszę się przyznać, że co do Marty miałam pewne obawy - kilka lat temu widziałam ją w spektaklu "Motyle są wolne" i niezbyt mi się podobał jej występ. Tym razem było zupełnie inaczej, widać, jak bardzo rozwinęła się od tego czasu, jej Judy jest zabawna, urocza, no i świetnie prezentuje się w krótkiej sukience. Jeśli zaś chodzi o Pawła, to od dawna słyszałam dużo pozytywnych opinii na temat jego występów w teatrze, jak się na szczęście okazało, było to opinie prawdziwe. Swoją drogą musi mieć niezłą kondycję, w czasie spektaklu nieźle się nabiegał ;)
Podsumowując, "Ślub doskonały" to świetna komedia. Na sukces złożył się zabawny scenariusz, piękna scenografia, fajna muzyka i świetni aktorzy. Tylko tyle albo aż tyle. To była moja pierwsza wizyta w Teatrze Kwadrat, ale na pewno nie ostatnia. A wszystkim gorąco polecam "Ślub doskonały", naprawdę warto!
Wczorajsza powtórka "Przyjaciół" (dla zainteresowanych: TVN7, od 10:35 do 12:35, co prawda jest lektor, ale ja przyjmuję każdą dawkę tego serialu, a że znam go na pamięć, to jakoś mniej zwracam uwagę na lektora) wprawiła mnie w doskonały humor. Jednym z odcinków był finał VI sezonu, w czasie którego Monica i Chandler zaręczają się - mimo, że oglądałam to już jakieś kilkadziesiąt razy, za każdym razem bardzo się wzruszam. Do tej pory nie mogę powstrzymać się od łez, kiedy zaskoczony Chandler wchodzi do mieszkania. Jak powszechnie wiadomo, oglądam bardzo dużo seriali i zaczęłam się zastanawiać, jak wielu twórcom udało się pokazać ten magiczny i wyjątkowy moment. Stąd dzisiejsza lista - subiektywny wybór najlepszych serialowych oświadczyn.
Na sam początek "Seks w wielkim mieście". Największa romantyczka Charlotte poszła do synagogi na spotkanie "singli", załamana po rozstaniu z Harrym. Kiedy się spotkali, przeprosiła go za naciskanie w kwestii ślubu i poprosiła, by jej wybaczył i po prostu zaprosił na randkę. Jak się okazało, dla niego to było za mało. Było naprawdę wzruszająco i romantycznie. A komentarz kobiety, która zobaczyła ich zaręczyny - bezcenny!
Fantazją w oświadczynach wykazał się Grayson z serialu "Miasto kocic" - nie spodziewałam się, że do stworzenia wzruszającej sytuacji można użyć papieru toaletowego. Brzmi tandetnie, ale wyszło naprawdę super!
Następni w kolejce są Seth i Summer, czyli moja ulubiona para z "Życia na fali". Ta dwójka od samego początku miała nietypową i zwariowaną relację, dlatego ich zaręczyny nie mogły być zwyczajne. Seth podarował Summer dziwny pierścionek, ale zapewnił ją, że nie robi tego dlatego, że dziewczyna może być w ciąży, tylko dlatego, że ją kocha (a poza tym nie mają wspólnego DNA, więc nie ma żadnych przeszkód).
Kolejni są "Chirurdzy" - w tym serialu mieliśmy okazję kilka razy usłyszeć słowa "Czy wyjdziesz za mnie?", padły one z ust m. in. Matthew czy Danny'ego, ale moje ulubione to oświadczyny Dereka. Miejsce: winda (niemy świadek tyle znaczących wydarzeń). Wybranka: Meredith. Co jest takiego fajnego? Derek ozdobił ściany w windzie zdjęciami rentgenowskimi, wynikami badań ich wspólnych pacjentów. Trzeba przyznać, oryginalny pomysł.
Następnym serialem jest "Plotkara". Po latach gierek, zdrad, ślubów, związków z innymi osobami, rozstań i powrotów Chuck wreszcie zadał Blair to najważniejsze pytanie. Nie było wymyślnego przemówienia, czerwonego dywanu ani ton kwiatów, zresztą w ich sytuacji (uciekali przed policją) nie było czasu na takie szczegóły. Było skromnie, ale wzruszająco.
Na sam koniec moja ulubione serialowe zaręczyny, źródło inspiracji do dzisiejszego wpisu, czyli "Przyjaciele" i Monica i Chandler. Chandler planował dla swojej ukochanej romantyczną niespodziankę, ale plany pokrzyżowało mu pojawienie się byłego faceta Monici. Sprawy zaczęły przybierać zly obrót, a kiedy Chandler wrócił do domu, usłyszał, że Monica wyjechała. Załamany wszedł do ich mieszkania, gdzie okazało się, że to Monica postanowiła zrobić mu niespodziankę. Salon był pełen świec, a wzruszona dziewczyna klęknęła, żeby zadać mu to najważniejsze pytanie. Po chwili na kolana padł również Chandler - w tym momencie zazwyczaj nie mogę już powstrzymać łez. Najpiękniejsze zaręczyny!
Lipiec był cudowny, pisałam zresztą o tym w zeszłym miesiącu (o tutaj: http://ciasteczkowekrolestwo.blogspot.com/2013/07/wake-me-up-in-july.html). Okazało się, że sierpień wcale nie był gorszy! Znowu mnóstwo się działo! Najpierw wypad nad jezioro w babskim gronie, potem Coke Live Music Festival w Krakowie i wspaniały koncert Florence and the Machine, później Carnaval Sztuk-Mistrzów, Jarmark Jagielloński i w końcu błogie lenistwo w Turcji. Jak zwykle nakręciłam dużo filmików, zrobiłam jeszcze więcej zdjęć - aż szkoda, że sierpień już się kończy. Mam nadzieję, że wrzesień będzie równie udany! :)
Wczoraj wróciłam do Lublina - poprzedni tydzień spędziłam razem z moją przyjaciółką w Turcji. Nasz plan dnia ograniczał się do leżenia na hotelowym leżaku, opalaniu się, pływaniu w basenie i totalnym relaksowaniu. Raz udałyśmy się na plażę, czasami wieczorem wyskoczyłyśmy na miasto, zaś ostatniego dnia zjadłyśmy tureckiego kebaba, a szalony pan pirat z hotelu przewiózł nas po Alanyi swoim kabrioletem. Kilka razy odbył się konkurs na największy "plusk" i turniej zabawy w basenie w "głupiego jasia". Cudowne 7 dni!
Ani bardzo dziękuję za wszystko, a wszystkich zapraszam do obejrzenia małej foto-relacji z naszego wypadu! :)