środa, 26 października 2011

Lwów

Ponad roku miałam przyjemność zobaczyć to przepiękne miasto, jakim jest Lwów. Byliśmy tam zaledwie dwa dni - zdecydowanie za krótko! - ale ja zdążyłam się się zakochać w tym miejscu. W przepięknym starym mieście, operze (polecam balet "Jezioro łabędzi"), "deptaku", uroczych kawiarenkach, pysznej kuchni serwowanej w knajpie "Pyzata chata". Urzekł mnie wyjątkowy klimat i serdeczni ludzie. Zdziwiła mnie ilość młodych par (jeśli mnie pamięć nie myli, to przez dwa dni naliczyłyśmy ich około 30, a każda kolejna panna młoda miała bardziej udziwnioną suknię od poprzedniej, którą mieliśmy okazję zobaczyć) i pani wyprowadzająca świnię na smyczy w samym centrum miasta. Widok z wieży widokowej mnie poraził i mój chorobliwy lęk wysokości nie jest tu jedynym powodem - to miasto z góry po prostu zachwyca. Żałuję, że to było tak krótko i mam nadzieję, że wkrótce znowu dane mi będzie odwiedzić to naprawdę niezwykłe miejsce. Ah, i dziękuję moim towarzyszom podróży - bez Was ten wyjazd nie byłby tak wyjątkowy :)

A teraz przed Wami krótka relacja :)

























wtorek, 25 października 2011

Festiwal Teatrów Niewielkich

Wczoraj w Lublinie zakończyła się kolejna, siódma już edycja Festiwalu Teatrów Niewielkich. Niestety nie widziałam żadnego spektaklu, ale miałam okazję wziąć udział w imprezie towarzyszącej, jaką był koncert Czesław Śpiewa. Nie miałyśmy co prawda zaproszeń, ale udało nam się dostać na salę (koncert był darmowy, ale część osób dostała specjalne zaproszenia). Godzina stania w kolejce się opłaciła - to był najbardziej niezwykły koncert, na jakim kiedykolwiek byłam. Przekomiczna mieszanka muzyki i monologu w wykonaniu Czesława to coś, czego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć! Na zachętę napiszę tylko, że dowiedziałyśmy się, jakie role Mozil grywał w szkole, o czym lubi rozmawiać z nieznajomymi parami na ulicy, co wspólnego ma walczyk z życiem erotycznym i dlaczego członkowie jego zespołu piją dla innych. Jeśli jesteście ciekawi odpowiedzi na te pytania, chcecie się zabawić lepiej niż na niejednym kabarecie albo lubicie muzykę Czesława - obowiązkowo idźcie na Czesław Solo Act! :D

Chcę również podziękować dziewczynom za towarzystwo - bum cyk cyk! ;D

Mam dla Was wszystkich kilka zdjęć - przepraszam za jakość, robiłam je telefonem komórkowym z odległości trzeciego rzędu, a Czesław tak bardzo się trząsł, że nie wyszły zbyt dobre ;)

poniedziałek, 24 października 2011

Autograf Julianne Moore

Wysłałam zdjęcie i list na plan filmu Chloe 18 lutego 2009, a 16 marca 2009 otrzymałam je podpisane i z dedykacją :)

niedziela, 23 października 2011

Electric Nights

Wczoraj miałam okazję wziąć udział w drugim dniu Festiwalu Muzyki Alternatywnej - Electric Night. Byłam na koncercie Noblesse Oblige, którzy nie tylko grali muzykę, ale również pokazali fascynujące show. Wokalistka, Valerie Renay, zatańczyła nawet afrykański taniec! Występ The Legendary Pink Dots mnie nie powalił, oczekiwałam najwyraźniej czegoś innego. Na sam koniec wieczoru wystąpiła moja ukochana Monika Brodka :) Jej ostatnia płyta "Granda" jest rewelacyjna, ale koncert był jeszcze lepszy! Monika jest może malutka i drobniutka, ale nie dajcie się zwieść - ta dziewczyna ma power! Śpiewa, skacze, jest wulkanem energii i prawdziwym "zwierzęciem scenicznym". Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć ją na żywo, nie zmarnujcie jej, naprawdę warto!










sobota, 22 października 2011

Epidauros

Pora na kolejne wspomnienie z magicznej Grecji - tym razem chcę Wam pokazać Epidauros. To starożytne miasto, które może poszczycić się świetnie zachowanym antycznym teatrem, który zachwyca akustyką. Nawet jeśli siedzicie w najwyższym rzędzie, to bez problemu usłyszycie co mówi osoba stojąca na dole w centralnym punkcie. My usłyszeliśmy nawet upadającą monetę! Widownia tego powstałego w IV wieku p.n.e arcydzieła akustycznego może pomieścić nawet 14 tys. widzów!
W Epidauros jest również muzeum (zobaczycie tam znaleziska archeologów), stadion Asklepiosa - Grecy uważali, że sport jest gwarancją zdrowia, zgodnie z powiedzeniem "w zdrowym ciele, zdrowy duch".
Zapraszam Was do obejrzenia małej fotorelacji - część zdjęć wykonałam ja, a część moi wspaniali współtowarzysze podróży. Dziękuję Wam bardzo! ;)


  








czwartek, 20 października 2011

Alicja w Krainie Czarów / Alice in Wonderland

Dzisiaj pora na najnowszą ekranizację "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla w reżyserii człowieka o nieograniczonej wyobraźni - Tima Burtona.

O fabule napiszę wyjątkowo krótko - osobiście nie znam nikogo, kto choć raz w życiu nie słyszałby o Alicji i jej przygodach. Tytułowa Alicja (Mia Wasikowska) w dniu swojego ślubu wpada do króliczej nory i trafia do tajemniczego świata. Spotyka gadające zwierzęta, zmniejsza się do rozmiaru wróbelka, poznaje Szalonego Kapelusznika (Johnny Depp) i dowiaduje się, jaki los ją czeka...

O fabule tyle, czas zająć się innymi aspektami. Po pierwsze, efekty. Wizualnie film zachwyca - z daleka widać tu nieokiełznaną wyobraźnię Tima Burtona. Scenografia i kostiumy zapierają dech w piersiach - Oscar zdecydowanie zasłużony. Muszę jednak dodać,  że film nie nadaje się dla małych dzieci, twórcy nie uciekają od brutalnych i strasznych scen. Aktorzy grają koncertowo i w konwencji bajki - na najwyższych obrotach, z przymrużeniem oka i z przerysowaniem. Wiemy jednak, że bohaterowie przez nich odgrywani sami w sobie są karykaturalni - zwłaszcza Czerwona Królowa (Helena Bohnam Carter). Na długo w pamięć zapadnie nam Biała Królowa (Anne Hathaway), Kot z Chesire (o głosie brytyjskiego komika Stephena Fry) czy Szalony Kapelusznik. Najmniej wyraziście na tym tle wypada tytułowa Alicja (Mia Wasikowska).
Podsumowując, tego filmu nie trzeba polecać miłośnikom twórczości Tima Burtona oraz talentu Johnny'ego Deppa. Jeśli nie jesteście przekonani, to napiszę, że zdecydowanie warto - dla przepięknych kostiumów, muzyki, dobrego aktorstwa, powrotu do czasu dzieciństwa i marzeń o szalonych przygodach. Warto! :)

środa, 19 października 2011

Toskańska trattoria

W ten październikowy dzień krótko o książce Jenny Nelson pt.: "Toskańska trattoria".

To historia Georgia z Nowego Jorku, która na pierwszy rzut oka ma wszystko, co kobiecie jest potrzebne do szczęścia: przystojnego narzeczonego, oddane przyjaciółki oraz bardzo dobrą pracę - jest szefową kuchni w cenionej restauracji. Prawda, że sielanka? Niekoniecznie. Przez podryw szefa restauracja dostaje fatalną recenzję, w wyniku czego Georgia traci pracę. Jakby było mało, okazuje się, że jej przyszły mąż ćpa, co niekoniecznie jest najlepszą wróżbą na przyszłość. Strata pracy i narzeczonego - sami przyznacie, że gorzej być nie może. Na skutek maila do byłej szefowej, Georgia niespodziewanie ląduje we Włoszech, gdzie pomaga w tworzeniu najnowszej trattorii swojej mentorki....
Tak. Wszyscy dobrze znamy ten schemat. Pojawi się tajemniczy, obłędnie przystojny Włoch, początkowe problemy z nowymi kolegami... Mnie skusił tytuł - kocham wszystko, co jest związane z Italią. Historia nie jest powalająca na kolana, ale idealnie nadawała się do czytania na leżaku. Lekka, smakowita lektura na wakacje.