Wczoraj zakończyła się w Lublinie 7. edycja Jarmarku Jagiellońskiego. Ja wybrałam jarmarkowy pokaz impro, koncerty i potańcówkę. Impro przeprowadzili niezawodni No Potatoes - jak zwykle było się z czego pośmiać. Pospacerowałam między straganami (zapachy były naprawdę kuszące!), świetnie bawiłam się na występach na placu po Farze, zaś sobotnia potańcówka była po prostu cudowna! Przyszli ludzie z małymi dziećmi, ale nie zabrakło też starszych osób. Wszyscy bawiliśmy się wyśmienicie! Zgodnie uznałyśmy, że mogłyby być organizowane częściej niż tylko przy okazji jarmarku. Zapraszam do zobaczenia kilku zdjęć, a ja tymczasem znikam dopakować walizkę - czas podbić Turcję! :)
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
wtorek, 13 sierpnia 2013
Księżniczką być?
Porządki na półce z filmami uświadomiły mi, że jak na dorosła osobę (22 lata to nie przelewki) mam zadziwiająco dużo bajek. Przeważają oczywiście produkcje z wytwórni Disneya, ponieważ jako dziecko uwielbiałam "Króla Lwa", "Herculesa" czy "Pocahontas". Postanowiłam się dziś skoncentrować na Disnejowskich księżniczkach - która z nich była najfajniesza, a na którą nie mogę patrzeć? Czas na mały ranking!
Zacznę od mojej ukochanej Pocahontas - to zdecydowanie moja ulubienica. Piękna, sprytna, ma poczucie humoru i potrafi sama o siebie zadbać (w przeciwieństwie do innych księżniczek, które tylko czekają, aż ktoś im pomoże). Jej głównym celem w życiu nie jest małżeństwo ani znalezienie księcia z bajki. Jest odważna, nie boi się postawić się swojemu ojcu ani walczyć o swoje szczęście. Kolor skóry ani miejsce urodzenia nie ma dla niej znaczenia, liczy się tylko to, jakim kto jest człowiekiem. No i te piękne włosy! Ideał po prostu (mój obraz Pocahontas jest na podstawie pierwszej części jej przygód, albowiem drugiej nie uznaję, uważam, że zepsuli moją ukochana bohaterkę, dlatego "Pocahontas 2: Podróż do Nowego Świata" wymazałam z pamięci).
Zaraz za Pocahontas na mojej liście jest Mulan. Ta chińska wojowniczka, podobnie jak indiańska księżniczka, nie cieszy wizją małżeństwa. Według swatki nie jest idealną kandydatką na żonę, ale jak się okazuje, świetnie nadaje się do walki. Kiedy trzeba chronić swój kraj (i starszego już ojca), obcina włosy i idzie do wojska jako ... mężczyzna. Na początku idzie jej wyjątkowo kiepsko, ale pomoc przyjaciół i trening robią swoje - Mulan staje się bohaterką. Nie czeka, aż ktoś ją uratuje (schemat "damy w opałach" jest jej najwyraźniej obcy), bierze sprawy w swoje ręce i ratuje cały kraj. Jak dla mnie świetny wzór do naśladowanie.
Kolejna na liście jest Jasmine, czyli wybranka Alladyna. Podobnie jak poprzedniczki, jest piękną dziewczyną, ale ma w zanadrzu dużo więcej. Jako córka sułtana żyje w pałacu, ale to jej nie wystarcza. Chce być niezależna i sama o sobie decydować. W życiu kieruje się sercem, jest odważna, ale też romantyczna. Ma cudownego tygrysa, śliczne włosy i poczucie własnej wartości.
Czas na Bellę z "Pięknej i bestii". Cenię ją za odwagę, upór, ogromną miłość do książek i fakt, że nie liczył się dla niej tylko wygląd. Była miła, wrażliwa i wierna swoim ideałom.
Kolejna na liście jest Roszpunka z filmu "Zaplątani". Ta blondynka o wyjątkowo długich włosach kupiła mnie swoim optymizmem, odwagą, miłością do książek, konsekwencją w realizacji marzenia i pomysłowością (patelnia jako najlepsze narzędzie do samoobrony). Jej zachwyt nawet najmniejszymi rzeczami przypomina, że należy cieszyć się z nawet małych rzeczy. Roszpunka nie boi się ruszyć w nieznane, żeby spełnić swoje największe marzenie, a w czasie kłopotów (zwłaszcza zdrowotnych) okazuje się niezastąpionym towarzyszem podróży.
To moja lista pięciu ulubionych księżniczek Disneya. Zobaczmy, kogo na niej brakuje i dlaczego ;)
Kopciuszek - wyjątkowo jej nie lubię. Jest wg mnie nijaka, a poza tym uważa, że dziewczyna może być szczęśliwa tylko wtedy, kiedy dostanie piękną suknię albo wyjdzie za mąż.
Merida - tuta powód jest tylko jeden: nie miałam okazji obejrzeć jeszcze filmu, ale patrząc po zwiastunie, to Merida z łatwością wskoczy na pierwszą część listy (Waleczna i odważna dziewczyna z burzą rudych włosów, która ceni wolność, a na dodatek świetnie strzela z łuku- już ją trochę lubię!).
Śpiąca Królewna - jakoś nigdy nie mogłam się do niej przekonać. O wiele bardziej polubiłam Złą Wiedźmę (dlatego nie mogę się doczekać filmu o niej - w "Maleficent" w tytułową rolę wcieli się Angelina Jolie, zdjęcia wyglądają bardzo obiecująco!)
Królewna Śnieżka - w jej historii najfajniejsze są krasnoludki. Urocze, zabawne, uwielbiam każdego z nich. A Śnieżka? No cóż, nie należy do moich ulubienic...
Wiem, że na liście brakuje wielu bohaterek, ale gdybym chciała wymienić wszystkie, ten wpis byłby bardzo, bardzo długi i nikomu nie chciałoby się go przeczytać do końca (a tak jest szansa, że ktoś dotrwa do tego akapitu). Ja wracam do porządków, a do Was mam pytanie: którą z nich lubicie najbardziej? :)
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Carnaval Sztuk - Mistrzów 2013
Wczoraj w Lublinie zakończył się Carnaval Sztuk - Mistrzów. Czwartkowe i piątkowe wieczory spędziłam spacerując po Starym Mieście i oglądając pokazy artystów. Pogoda dopisała aż za bardzo, były ogromne upały, ale nie przeszkodziło to nam dobrze się bawić. Tym razem zdjęć jest mało, ponieważ wszędzie były tłumy ludzi i ciężko było mi się przez nie przebić, ale kilka udało mi się zrobić (jestem dumna zwłaszcza z ostatniego). Zapraszam do oglądania i do przyjazdu do Lublina w przyszłym roku na kolejną edycję! :)
![]() |
| Moje ulubione! |
niedziela, 11 sierpnia 2013
Coke Live Music Festival 2013
Chodzę na koncerty od wielu lat. Na pierwszym byłam jako zaledwie kilkulatka - pamiętam do dziś, jak spędziłam u taty na barana ponad godzinę słuchając Maanamu. To uczucie dudnienia w klatce piersiowej było cudowne! Miłość do koncertów została mi do dziś - od kilku lat regularnie chodzę na juwenalia (i medykalia, kozienalia, kulturalia - Lublin to miasto studentów, w maju prawie codziennie można trafić na koncert), 3 lata temu po raz pierwszy byłam na Coke Live Music Festival. Wtedy miałam okazję posłuchać na żywo Panic! at the Disco i Muse. Świetne występy! Do wczoraj. Od wczoraj miano najlepszego koncertu, na jakim byłam, przechodzi do absolutnie cudownej i genialnej Florence Welch. Co to był za show! Półtorej godziny wspaniałej muzyki, zabawy i fenomenalnej Florence. Była obłędna! Wystąpiła na bosaka, schodziła do publiczności, wzięła nawet od fanów wianek i śpiewała w nim, biegała po scenie, istny żywioł! Bardzo spodobało mi się to, że nie wyszła po prostu na scenę i odśpiewała swoje utwory (swoją drogą ma przepiękny i niezwykle mocny głos, na żywo brzmi jeszcze lepiej niż na płycie!, jak to zrobił Muse, ale nawiązała z publicznością świetny kontakt. Już wiem, dlaczego znalazła się na liście 50 njalepszych koncertowych wykonawców na świecie według dziennikarzy "Rolling Stone". To był bez wątpienia najlepszy koncert, na jakim kiedykolwiek byłam. Nie mogę się doczekać, aż ponownie zawita do Polski. Zdjęć jest bardzo mało, ponieważ bawiłyśmy się tak świetnie, że szkoda nam było czasu na ich robienie, wolałyśmy potańczyć i pośpiewać. Florence, jeszcze raz wielkie dzięki!
A dla tych, których nie było wczoraj w Krakowie - małe podsumowanie i cudowna Florence!
A dla tych, których nie było wczoraj w Krakowie - małe podsumowanie i cudowna Florence!
![]() |
| To zdjęcie zobaczyli wszyscy obecni na festiwalu - wystarczył odpowiedni podpis i wylądowałyśmy na telebimach ;) |
![]() |
| Absolutnie zjawiskowa Florence Welch ♥ |
![]() |
| To my dziękujemy!!! |
piątek, 9 sierpnia 2013
Most Kultury
Najpierw był zwykły most - stary, obdrapany, nic szczególnego. Potem ktoś postanowił, że warto ten most odremontować. Ostatnią częścią tej układanki jest inicjatywa "Most Kultury" - od czasu zakończenia remontu odbywają się na nim koncerty, spotkania, występy, a nawet spływy kajakowe (przy moście jest linia startu). Cudowny pomysł, prawda? My wczoraj byłyśmy na pokazie impro właśnie w ramach Mostu Kultury - jak zwykle niezawodni No Potatoes (dla zainteresowanych: wpis o nich znajdziecie tutaj http://ciasteczkowekrolestwo.blogspot.com/2013/06/no-potatoes.html) dali czadu, szkoda, że ich występ trwał tylko godzinę. Do końca wakacji jeszcze sporo czasu, jeśli będziecie w Lublinie, koniecznie zajrzyjcie na Most Kultury! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























































