Z Lublina do Wrocławia jest spory kawałek drogi, zaś z Zielonej Góry jest już całkiem blisko (co nie oznacza, że się szybko jedzie). Postanowiłyśmy więc skorzystać z Olą z okazji, że jesteśmy po drugiej stronie Wisły i udałyśmy się na krótką wycieczkę do stolicy Dolnego Śląska (o powodzie naszej wizyty w Zielonej Górze napiszę już wkrótce). Nocowałyśmy w hostelu Absynt (polecamy, świetna lokalizacji i bardzo miła obsługa), zaś wczorajszy dzień zaczęłyśmy od pysznego śniadania na placu Solnym. Następnie udałyśmy się do zoo - moje serce jak zwykle podbiły lemury. Te zwierzęta są cudowne! Później zobaczyłyśmy Halę Stulecia, pospacerowałyśmy po Ogrodzie Japońskim i wróciłyśmy na rynek, gdyż o godzinie 16:00 odbyła się próba pobicia rekordu w graniu na gitarze. Niestety, tym razem zjawiło się za mało muzyków, co nie zmienia faktu, że atmosfera była cudowna! Później już tylko obiad, spacer po centrum, deser i długa podróż do domu. Muszę przyznać, że uwielbiam takie krótkie wypady: można odpocząć, zmienić klimat, a przede wszystkim świetnie się bawić. Polecam każdemu! I bardzo dziękuję Oli za wszystko :)
czwartek, 2 maja 2013
czwartek, 18 kwietnia 2013
Londyn - dzień V i VI
Sobotę spędziłyśmy bardzo czynnie. Najpierw wizyta na King's Cross, gdzie chciałyśmy zobaczyć Peron 9 i 3/4, ale tłum dzieciaków zaowocował, że nie zrobiłyśmy tam sobie pamiątkowego zdjęcia. Następnie udałyśmy się na spacer po okolicy, dziewczyny poszły obejrzeć stadion Arsenalu, a stamtąd udałyśmy się na Baker Street. Tam również nie udało się nam zrobić zdjęcia pod słynnym numerem 221b, ponieważ najpierw trzeba kupić bilet do muzeum i postać w długiej kolejce, inaczej zrobienie fotografii pod szyldem z jednym z najbardziej znanych adresów w Londynie jest niemożliwe. Trudno, może skuszę się następnym razem. Kolejnym punktem dnia było spotkanie z moją siostrą Anetą. Oprowadziła nas po Notting Hill, gdzie dziewczyny upolowały kilka rzeczy. Udało nam się z Becią zajrzeć do najstarszego kina w Londynie - mogłabym tam zamieszkać, jest po prostu przepiękne! Po krótkiej przejażdżce dotarłyśmy do Hyde Parku. Widziałyśmy Royal Albert Hall, trochę pospacerowałyśmy, niektóre z nas pokarmiły ptaki, później poszłyśmy do Harrodsa - tam niestety nie zrobiłyśmy żadnych zakupów. Trochę zmęczone, ale głodne wrażeń udałyśmy się na Picadilly Circus. Kilka zdjęć i w drogę, kierunek Soho i Chinatown. Zaskoczyła mnie ilość teatrów, dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że przecież jesteśmy na West Endzie! Dotarłyśmy aż do Trafalgar Square, a w drodze powrotnej (chciałyśmy dojść do Parlamentu) spotkałyśmy Benedicta Cumberbatcha! Do tej pory troszkę nie mogę w to uwierzyć i gdyby nie moja kochana Aga to pewnie nie miałybyśmy pamiątkowego zdjęcia, bo szczerze mówiąc było mi głupio podejść. Wiecie, facet przyszedł prywatnie do teatru (gdzie tak swoją drogą tego wieczora występował James McAvoy - jego niestety nie udało nam się spotkać, ale kto wie, może następnym razem?), ale koniec końców przełamałyśmy się i mamy cudowne zdjęcie. Ciężko na nim nie zauważyć, jak bardzo się cieszę, prawda? :) Po tym niespodziewanym spotkaniu udałyśmy się pod Parlament, który wieczorem wygląda równie imponująco, co w świetle dnia. Kilka zdjęć na tle London Eye, spacer w stronę Trafalgar Square (A może teraz uda nam się zobaczyć McAvoy'a?!), żeby przypadkiem trafić na Leicester Square - to tam znajduje się kino Odeon i odbywają się najważniejsze premiery filmowe. Zaraz obok jest czteropoziomowy sklep M&Ms. Robi wrażenie! ;) Na sam koniec wróciłyśmy na Picadilly Circus, ostatnie pamiątkowe zdjęcia i bieg do autobusu nr 94, czas się pakować!
Niedziela to był nasz ostatni dzień w Londynie - dziewczyny pojechały zobaczyć jeden z architektonicznych "must-see!", a następnie po małych zawirowaniach wsiadłyśmy na pokład. Muszę przyznać, że te kilka dni minęły niezwykle szybko. Zaplanowałyśmy już kolejny wypad (Wiedeń albo Kopenhaga), ale każda z nas liczy, że uda nam się też wrócić kiedyś do Londynu, tylu miejsc nie zdążyłyśmy jeszcze zobaczyć! My myślami jesteśmy już w kolejnej podróży, a Was zachęcam do obejrzenia zdjęć - jest ich jeszcze trochę ;)
![]() |
| Benedict Cumberbatch! |
![]() |
| Ostatni wieczór, czas się pakować! :( |
wtorek, 16 kwietnia 2013
Londyn - dzień III i IV
Trzeci dzień spędziłyśmy na Oxford Street - dla niewtajemniczonych: znajdziecie tam mnóstwo sklepów (jak dużo dowiedziałyśmy się dwa dni później, kiedy jechałyśmy autobusem, ta ulica jest wypełniona sklepami!). My na ładnych kilka godzin utknęłyśmy w Primarku - niskie ceny zaowocowały wielkimi torbami pełnymi ubrań, butów i torebek. Niech Was nie zniechęca tłum ludzi, kolejki do przymierzalni (jednorazowo można przymierzyć tylko 8 rzeczy!) czy kasy, tam naprawdę można kupić fajne rzeczy w jeszcze fajniejszej cenie. Wstąpiłyśmy też do New Looka, H&M (w dziale dla domu kupiłam cudowne poszewki na poduszki, będą idealnie pasować do sypialni w nowym domu!), ale to jednak w primarku upolowałam najwięcej. Punkt obowiązkowy dla zakupoholiczek i fashionistek, ale nie tylko! :)
Piątek zaczęłyśmy od zwiedzania British Museum - to ogromny budynek pełen skarbów ze starożytnego Egiptu, Grecji i Rzymu. Niech nie zdziwi was tłum ludzi, darmowy wstęp to pewniak, że oprócz was na zwiedzanie zdecyduje się mnóstwo turystów. My postanowiłyśmy umilić sobie zwiedzanie i próbowałyśmy odtworzyć dzieła sztuki. To cudowna zabawa, polecam każdemu! I nie przejmujcie się, że wszyscy będą zwracać na Was uwagę. My po pierwszych próbach kompletnie zapomniałyśmy, że w czasie pozowanie niczym antyczni wojownicy przyciągamy uwagę wszystkich obecnych w sali. Z British Museum udałyśmy się do katedry św. Pawła - to jeden z najpiękniejszych kościołów, jakie miałam okazję zobaczyć do tej pory. Jest naprawdę imponujący! Następnym punktem naszej trasy był Most Millenium, który znajduje się zaledwie kilka kroków dalej. Mój lęk wysokości nie pozwolił mi się w pełni cieszyć przepięknymi widokami, a wiatr zepsuł kilka zdjęć, ale zdecydowanie było warto. Prosto z Millenium Bridge udałyśmy się do Tate Gallery, a następnie spacerowałyśmy wzdłuż Tamizy. Dotarłyśmy do Tower of London, a na sam koniec poszłyśmy na Tower Bridge. Długi dzień, ale trzeba przyznać, że zaczęłyśmy się powoli przyzwyczajać do długich spacerów. Wspomnienia z ostatnich dwóch dni w Londynie już jutro, a tymczasem zapraszam do oglądania zdjęć :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































































